czwartek, 19 lutego 2015

Członkostwo Akademii Nauk i Efekt Aureoli *



Na łamach Panoramy PAN możemy śledzić dyskusję dotyczącą rozmaitych aspektów uboju bez wstępnego pozbawienia świadomości, tzw. uboju rytualnego. W numerach 20/2014 i 3/2015 zabrał głos w dyskusji Prof. Romuald Zabielski, powielając de facto argumenty z pracy Stuarta Rosena (zobacz tu) z 2004 roku. Jego prawo, choć słabość tamtej pracy była wielokrotnie obnażana. Szkodliwość tekstu R. Zabielskiego wyraża się w jego jednostronności (wytkniętej trafnie przez Jana Woleńskiego), brak wskazania źródeł, na jakich się opierał (w przeciwieństwie do J. Woleńskiego) i korzystania z efektu aureoli zbudowanego na posiadanym dyplomie medycyny weterynaryjnej oraz członkostwie PAN. Czytelnik nieuzbrojony w specjalistyczną wiedzę jest więc narażony na silny wpływ polegający na połączeniu dwóch silnych zewnętrznych źródeł autorytetu: specjalności naukowej (medycyna weterynaryjna) oraz statusu przedstawiciela elity naukowej (Członek PAN). Tymczasem analiza dorobku naukowego prof. Zabielskiego prowadzi do wniosku, że tematyka związana z ubojem rytualnym (czyli zagadnienia ściśle neurobiologiczne) jest dość daleka od obszaru aktywności naukowej profesora. Specjalizuje się on, jak podaje na swoim profilu w Akademii, cytuję: “Specjalność naukowa: weterynaria, fizjologia zwierząt, fizjologia przewodu pokarmowego u nowo narodzonych ssaków”, Trzeba przyznać, że jest to trafne określenie specjalności, biorąc pod uwagę dorobek naukowy Profesora Zabielskiego (zresztą bardzo znaczący). Na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka można stwierdzić, że prof. Zabielski nie jest neurobiologiem. Nie jest też specjalistą od uboju. Zatem jego głos może być traktowany jako równorzędny innym w toczącej się debacie, nigdy jednak jako głos rozstrzygający “z punktu widzenia fizjologa”. Zwracam uwagę na ten fakt, gdyż czytelnik Panoramy PAN ma prawo oczekiwać od Redakcji pewnej ostrożności wyrażającej się w doborze specjalistów lub umiejscowienia poszczególnych głosów we właściwym kontekście, np. kontrowersji naukowej. Nikt nie może zabronić nikomu prezentowania swoich poglądów. Prof. R. Zabielski ma prawo i nawet akademicką powinność wziąć udział w dyskusji. Jednak uzurpowanie sobie przywileju wyłącznego reprezentowania dyscypliny naukowej jaką jest fizjologia zwierząt (pierwszy paragraf wypowiedzi w Panorama 3/2015) oraz argumenty sprowadzające się do stwierdzenia, że własne stanowisko opiera się na lekturze “właściwszych” prac niż uczynił to adwersarz, nie powinny znaleźć się w tekstach publikowanych w takim czasopiśmie, jak Panorama PAN.


* Treść tego postu wysłałem jako list do Redakcji Panoramy, ale nie został on przyjęty do publikacji.

sobota, 7 lutego 2015

Uniwersytet psuje się od rektora

Dzisiejsza (7 stycznia 2015) przełomowa i zacytowana w tytule tego postu myśl Pani Minister Kolarskiej-Bobińskiej ponownie pobudza do myślenia na temat relacji pomiędzy naukowcami a ich ministrem. Rozwińmy ją twórczo, choć niezbyt wyrafinowanie. Kto szefuje JM rektorom? Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Czy zatem zgodzi się Pani Minister ze stwierdzeniem, że Rektorzy psują się od Ministra/Ministry?

Od kogo psuje się Minister? 

Dramatem nauki w Polsce jest brak szacunku dla jej dorobku i dla ludzi w niej pracujących. Ciągłe powtarzanie tych samych sloganów (o młodych w nauce, zazdrosnych i konserwatywnych profesorach itp.) ma uzasadniać politykę nakierowaną na nieustanne konfliktowanie środowiska naukowego. Kłopotem nauki jest także to, że ministrami zostają osoby, które z nauką rozstały się mentalnie i organizacyjnie dość dawno. Świadczy o tym choćby ich dorobek. Min. Kudrycka miałaby kłopoty, aby przejść konkurs na profesora Państwowej uczelni a na niektórych nie zostałaby nawet adiunktem. Min. Kolarska-Bobińska wypada trochę lepiej, ale niewiele. 
Ale chyba na to zasługujemy, skoro dajemy się wciągać do różnych ciał doradczych, mających stanowić tło dla postanowień ministra/ministry. 
Kluczowym sukcesem Min. Kudryckiej było powołanie mnóstwa ciał kolegialnych, które obecnie, zależnie od potrzeb, firmują działania rządu w obszarze nauki zdejmując z niego część odpowiedzialności.