poniedziałek, 2 grudnia 2013

Grantobranie w NCN

W ostatnim konkursie OPUS składaliśmy wraz z kolegami projekt. Projekt nie został zakwalifikowany do finansowania. Zdarza się. Nic niezwykłego. Po analizie otrzymanych recenzji zdecydowaliśmy w zespole, że argumenty merytoryczne trzeba uznać, projekt trzeba przerobić i za czas jakiś ponowić próbę. Normalna rzecz. Jednak w recenzjach były też elementy niemerytoryczne, które w "dobrych praktykach recenzenckich w nauce" (Patrz broszura MNiSW z 2011 roku), się już nie mieszczą. Postanowiłem więc skomentować sprawę w piśmie do dyrektora NCN, Prof. A. Jajszczyka. Zaznaczę, że nie składam i nie będę składał odwołania od decyzji grantowej a jedynie zwracam w piśmie uwagę na niedoskonałości procesu recenzowania. Więcej, pismo nie miało charakteru skargi i wniosku o jakiekolwiek działania. Było jedynie dostarczeniem informacji wraz z komentarzem do sprawy, które to jak sądzę może uchodzić uwadze władzom zwierzchnim NCN. List wysłałem pocztą elektroniczną, na adres sekretariatu NCN. W odpowiedzi otrzymałem poniższy list:
***************************
Szanowny Panie,



uprzejmie proszę o przesłanie załączonego pisma skierowanego do Dyrektora NCN, prof. Andrzeja Jajszczyka drogą oficjalną tj. pocztą tradycyjną.



Z wyrazami szacunku



Imię i Nazwisko
*******************************************

I tu zaczynam zastanawiać się o co chodzi...  Występuję pod swoim nazwiskiem, nie przeklinam, nie obrażam, nie straszę, nie czynię nic, co mogłoby stanowić jakiś kłopot lub powód do zbierania tzw. kwitów. Ponadto, we współczesnym świecie nie ma kłopotu aby ustalić nadawcę. Szczególnie, że wiadomość wysłałem korzystając ze swojego osobistego komputera z łatwym do ustalenia IP. Zachowanie sekretariatu NCN kontrastuje z innymi doświadczeniami. Np. urząd dzielnicy w której mieszkam, na pisma kierowane pocztą elektroniczną odpowiada.... 

Nie będę marnował papieru na pisma, na które nie oczekuję odpowiedzi. NCN ma wolny wybór, czy skorzystać z przesłanej informacji, czy też nie. Ale jak w starym żarcie: niesmak pozostał...