poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kury śpiewają w klatkach (cienko)


W Nowej Trybunie Opolskiej, a za nią w Angorze ukazała się rozmowa z prof. Dr hab. Zbigniewem Dobrzańskim link .

Rzecz o uboju rytualnym. Profesor wyraził w nim odmienne od sejmowego i popieranego przez większość naukowców stanowiska co do istoty UR, przychylając się do stanowiska środowisk broniących tego procederu z pozycji religijnych. Jego prawo. Jednak prof. Dobrzański wytoczył armaty naukowe. Zespół badaczy z jego katedry przeprowadził badania na dziesięciu ubijanych krowach z wykorzystaniem techniki EEG. Nie wiemy ile w systemie rytualnym lub tradycyjnie (tj. z poprzedzającym przecięcie tętnic oszołomieniem). Ale na podstawie tych danych Prof. Dobrzański wie, że różnic pomiędzy tymi sposobami uboju, ze względu na cierpienie zwierząt nie ma. Oj, korepetycje z metodologii badań się należą....

1. Jeśli różnic nie stwierdzamy to nie znaczy, że ich nie ma. Wszyscy badacze parający się badaniami prowadzonymi na żywych organizmach wiedzą, że zmienność wyników jest duża. Oznacza to, że aby stwierdzić istotność statystyczną różnic, potrzebnych więcej obserwacji niż kilka w próbie. Zatem formułowanie wniosków opartych na niekompletnym zestawie danych, bez przeprowadzonej replikacji badań (najlepiej w innym ośrodku) jest przykładem dość bezkrytycznego zaufania w jakość swoich danych.


2. Ciekawe są powody naukowe podejmowanych badań. Sprawa była badana dość rzetelnie na świecie przez wiele ośrodków i jak dotąd, wyniki nie były kwestionowane. Co więc wadliwego dostrzegli badacze z katedry Pana Profesora w badaniach poprzedników i co w swoich badania ulepszyli aby uniknąć błędów poprzedników? Jakie były naukowe motywy podejmowanych prac? Co w pracach poprzedników skłoniło badaczy do powrotu do problemu? Nie wiemy.

3. Profesor postawił siebie i swój zespół w dość niekomfortowej sytuacji. Scenariusz, w którym nagle pojawią się za sprawą prac tego zespołu wyniki obalające wyniki prowadzonych przez kilkadziesiąt lat badań nad zagadnieniem wydają się mało prawdopodobne. Raczej okaże się, że zamiast naukowej artmaty był korkowiec i do tego nie nabity.

Pozostaje mieć nadzieję, że u samego Profesora Dobrzańskiego, oraz u jego współpracowników nie zwycięży postawa “honorowa”, tj. obrony raz zajętego stanowiska za wszelką cenę. Szkoda ludzi, autorytetu naukowego, szkoda czasu.