poniedziałek, 2 grudnia 2013

Grantobranie w NCN

W ostatnim konkursie OPUS składaliśmy wraz z kolegami projekt. Projekt nie został zakwalifikowany do finansowania. Zdarza się. Nic niezwykłego. Po analizie otrzymanych recenzji zdecydowaliśmy w zespole, że argumenty merytoryczne trzeba uznać, projekt trzeba przerobić i za czas jakiś ponowić próbę. Normalna rzecz. Jednak w recenzjach były też elementy niemerytoryczne, które w "dobrych praktykach recenzenckich w nauce" (Patrz broszura MNiSW z 2011 roku), się już nie mieszczą. Postanowiłem więc skomentować sprawę w piśmie do dyrektora NCN, Prof. A. Jajszczyka. Zaznaczę, że nie składam i nie będę składał odwołania od decyzji grantowej a jedynie zwracam w piśmie uwagę na niedoskonałości procesu recenzowania. Więcej, pismo nie miało charakteru skargi i wniosku o jakiekolwiek działania. Było jedynie dostarczeniem informacji wraz z komentarzem do sprawy, które to jak sądzę może uchodzić uwadze władzom zwierzchnim NCN. List wysłałem pocztą elektroniczną, na adres sekretariatu NCN. W odpowiedzi otrzymałem poniższy list:
***************************
Szanowny Panie,



uprzejmie proszę o przesłanie załączonego pisma skierowanego do Dyrektora NCN, prof. Andrzeja Jajszczyka drogą oficjalną tj. pocztą tradycyjną.



Z wyrazami szacunku



Imię i Nazwisko
*******************************************

I tu zaczynam zastanawiać się o co chodzi...  Występuję pod swoim nazwiskiem, nie przeklinam, nie obrażam, nie straszę, nie czynię nic, co mogłoby stanowić jakiś kłopot lub powód do zbierania tzw. kwitów. Ponadto, we współczesnym świecie nie ma kłopotu aby ustalić nadawcę. Szczególnie, że wiadomość wysłałem korzystając ze swojego osobistego komputera z łatwym do ustalenia IP. Zachowanie sekretariatu NCN kontrastuje z innymi doświadczeniami. Np. urząd dzielnicy w której mieszkam, na pisma kierowane pocztą elektroniczną odpowiada.... 

Nie będę marnował papieru na pisma, na które nie oczekuję odpowiedzi. NCN ma wolny wybór, czy skorzystać z przesłanej informacji, czy też nie. Ale jak w starym żarcie: niesmak pozostał...




wtorek, 1 października 2013

Ocena parametryczna jednostek naukowych (pół żartem pół serio)

Jest! Wreszcie ukazała się długo oczekiwana tabela. MNiSW opublikowało wyniki żmudnej analizy dorobku placówek naukowych prowadzonych przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych (KEJN). Władze uczelni i instytutów z wypiekami na twarzach studiują ranking i knują odwołania. Ministerwstwo dostarczyło nam wielu danych. Ja zainteresowałem się ostatnią tabelką. Zerknij tu:  Tabela 

Mój podejrzliwy umysł sprawił, że do tej tabelki dodałem jeszcze jeden wiersz: Jednostki reprezentowane w KEJN przez swoich pracowników.  Identyfikacja jednostek reprezentowanych przez swych wybitnych przedstawicieli nie była trudna (prof. Google jest pomocna...) 


Wynik tej analizy poniżej. 



Krzywa ilustrująca osiągnięcia jednostek, które miały swoich przedstawicieli w KEJN jest imponująca. Co jest skutkiem a co przyczyną? Nie aspiruję do udzielenia ostatecznej odpowiedzi. Ale temat do przemyśleń to chyba jednak jest....

Parametryzacja ma służyć podnoszeniu jakości pracy naszych jednostek badawczych i samych naukowców. Jak więc odpowiemy na pytanie: Od czego zależy dobry wynik jednostki w ocenie parametrycznej? Odpowiadam: Od ciężkiej pracy na rzecz wprowadzenia do KEJN swoich przedstawicieli.






poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kury śpiewają w klatkach (cienko)


W Nowej Trybunie Opolskiej, a za nią w Angorze ukazała się rozmowa z prof. Dr hab. Zbigniewem Dobrzańskim link .

Rzecz o uboju rytualnym. Profesor wyraził w nim odmienne od sejmowego i popieranego przez większość naukowców stanowiska co do istoty UR, przychylając się do stanowiska środowisk broniących tego procederu z pozycji religijnych. Jego prawo. Jednak prof. Dobrzański wytoczył armaty naukowe. Zespół badaczy z jego katedry przeprowadził badania na dziesięciu ubijanych krowach z wykorzystaniem techniki EEG. Nie wiemy ile w systemie rytualnym lub tradycyjnie (tj. z poprzedzającym przecięcie tętnic oszołomieniem). Ale na podstawie tych danych Prof. Dobrzański wie, że różnic pomiędzy tymi sposobami uboju, ze względu na cierpienie zwierząt nie ma. Oj, korepetycje z metodologii badań się należą....

1. Jeśli różnic nie stwierdzamy to nie znaczy, że ich nie ma. Wszyscy badacze parający się badaniami prowadzonymi na żywych organizmach wiedzą, że zmienność wyników jest duża. Oznacza to, że aby stwierdzić istotność statystyczną różnic, potrzebnych więcej obserwacji niż kilka w próbie. Zatem formułowanie wniosków opartych na niekompletnym zestawie danych, bez przeprowadzonej replikacji badań (najlepiej w innym ośrodku) jest przykładem dość bezkrytycznego zaufania w jakość swoich danych.


2. Ciekawe są powody naukowe podejmowanych badań. Sprawa była badana dość rzetelnie na świecie przez wiele ośrodków i jak dotąd, wyniki nie były kwestionowane. Co więc wadliwego dostrzegli badacze z katedry Pana Profesora w badaniach poprzedników i co w swoich badania ulepszyli aby uniknąć błędów poprzedników? Jakie były naukowe motywy podejmowanych prac? Co w pracach poprzedników skłoniło badaczy do powrotu do problemu? Nie wiemy.

3. Profesor postawił siebie i swój zespół w dość niekomfortowej sytuacji. Scenariusz, w którym nagle pojawią się za sprawą prac tego zespołu wyniki obalające wyniki prowadzonych przez kilkadziesiąt lat badań nad zagadnieniem wydają się mało prawdopodobne. Raczej okaże się, że zamiast naukowej artmaty był korkowiec i do tego nie nabity.

Pozostaje mieć nadzieję, że u samego Profesora Dobrzańskiego, oraz u jego współpracowników nie zwycięży postawa “honorowa”, tj. obrony raz zajętego stanowiska za wszelką cenę. Szkoda ludzi, autorytetu naukowego, szkoda czasu.

środa, 19 czerwca 2013

Rola dla Profesora

W trzecim numerze Panoramy PAN, prof. E. Łętowska opisała swoje ciekawe doświadczenie.  Z wielką pompą została wydelegowana do udziału w pracach komisji egzaminacyjnej kwalifikującej kandydatów do zawodów prawniczych. Komitet Nauk Prawnych wydelegował, Minister powołał i ... okazało się wreszcie do jakich zadań. Chodziło o pilnowanie podczas egzaminu aby zdający nie ściągali oraz zliczanie wyników. Prof Łętowska słusznie nazywa to zjawisko elementem szerszego procesu. Mówi o makdonaldyzacji. Ja sądzę, że jest jeszcze gorzej. Nasz rząd jest w swej istocie głęboko antyinteligencki. Nie lubi swoich elit intelektualnych. Lubi je upokarzać. Ponieważ przegrywa na licznych frontach, kieruje swój atak na przeciwnika mało licznego, którego można pominąć przy kalkulacjach wyborczych. Mój  syn (młody dorosły), gdy żołądkowałem się o sprawy nauki, powiedział mi znaną radę, nie kłóć się z głupkami, bo sprowadzą Cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem. Święta prawda. Tylko trudno wytrzymać....

niedziela, 26 maja 2013

Otrzymałem taki dokument.

 zobacz_dokument

I zacząłem się zastanawiać. Co i raz słyszymy o rozprawach sądowych, w których biegli wydają rozmaite opinie, czasem sprzeczne ze sobą. Cóż to za trudne i złożone sprawy muszą być? Jakże trudna materia i nieodgadniona....

A może rzeczywistość jest prostsza? Może biegłym sądowym łatwiej jest zostać niż myśli o tym większość z nas?

Zapytałem o to Panią Prof. Google. Poniżej efekt.

****http://www.zawodowe.com/Biegly_sadowy_-_jak_zostac_180*********************

Ubiegając się o zajęcie biegłego sądowego należy spełniać następujące warunki:

        mieć ukończone 25 lat
        korzystać z pełni praw cywilnych i obywatelskich
        posiadać teoretyczne i praktyczne wiadomości specjalne z danej dziedziny poświadczone odpowiednimi dokumentami
        dawać rękojmię należytego wykonywania obowiązków biegłego
        wyrazić zgodę na ustanowienie siebie biegłym
   

Biegłych ustanawiają prezesi poszczególnych sądów okręgowych na okres 5 lat.

Chcąc zostać biegłym sądowy do danego sądu okręgowego należy złożyć:

        wniosek o ustanowienie biegłym sądowym ze wskazaniem dziedziny wiedzy, w której jest się specjalistą
        życiorys
        kwestionariusz osobowy
        odpis dyplomu ukończonej uczelni wyższej
        inne dokumenty potwierdzające kwalifikacje
        opinię i zgodę zakładu pracy, w którym jest się zatrudnionym na powołanie pracownika na biegłego
        zapytanie o karalności


Biegły sądowy

jest osobą, która ze względu na swoje kwalifikacje i doświadczenie zawodowe jest uznana za eksperta w danej dziedzinie i z tego powodu może być powoływana w postępowaniu sądowym. Wydaje wówczas opinię jako specjalista w danej dziedzinie, co może mieć znaczący wpływ na dalszy przebieg sprawy.

Biegłych sądowych można podzielić na trzy grupy:

    biegły z listy: osoba, która jest wpisana listę biegłych sądowych prowadzoną przez prezesów sądów okręgowych
    biegły ad hoc: osoba nie wpisana na listę, ale posiadająca odpowiednią wiedzę w danej dziedzinie
    biegły instytucjonalny: instytucja naukowa lub specjalista


**************************************************************************   



I tu pojawia się pytanie. Jak Jasnowidz zostaje biegłym? I czy nie ma sprzeczności pomiędzy definicją biegłego a jasnowidzeniem?

Zaznaczę przy tym, że nie zabraniam prokuraturze oraz innym szacownym ciałom zasięgać opinii czarodziejów, jasnowidzów, kapłanów itp. Zakładam, że są sprawy, w których  instytucjonalna i ludzka bezradność osiąga taki poziom, że taka potrzeba się pojawia. Ale dlaczego mianować te osoby biegłym sądowym? 

1. Po pierwsze określenie dziedziny lub dyscypliny wiedzy. Ta wydaje się wymykać skodyfikowanym klasyfikacjom. Ponadto, kwalifikacje dotyczyć mają obszaru WIEDZY, czyli tej wartości, którą ludzkość dzieli się poprzez teksty publikowane, a których stwierdzenia mogą zostać zweryfikowane przez innych.

2. Po drugie, dokumenty potwierdzające kwalifikacje. Prokuratura powinna posiadać dokumenty certyfikujące kwalifikacje jasnowidza. Kto takowe wydaje? Może jest jakaś szkoła, w której można się tego nauczyć?

Wynagrodzenie biegłego, określone przez stosowne przepisy prawne, opłacane jest przez podatników.

Sądzę, że należy domagać się sporządzenia raportu na temat skuteczności działania biegłego jasnowidza (jasnowidzów?), oraz trafnosci powołań tego biegłego przez prokuraturę oraz inne organy sądowe.

Klub Sceptyków Polskich może być pomocny w tej sprawie.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Jakże cenna koalicja...

Jak bardzo zależy Premierowi na utrzymaniu koalicji, skoro posuwa się do rozpowszechniania oczywistego kłamstwa 

link do konferencji premierów

mówiąc, że cierpienie zwierząt podczas uboju rytualnego niewiele różni się od tego doświadczanego przez zwierzę podczas tzw. uboju "zwykłego", czyli poprzedzonego oszołomieniem. Obłuda i zakłamanie tej klasy politycznej przekracza moje zdolności akceptacji. Ta wypowiedź to przejaw zwykłego tchórzotwa. Premiera nie stać na to, aby otwarcie powiedzieć: w imię rozwoju gospodarczego, przymykamy oczy na sprawy pieniędzmi niemierzalne.

 Gdy mamy wybór: mamona lub przyzwoitość, wybieramy kasę

Ale nie, zamiast tego słyszymy o tym, że  powolna śmierć wcale nie jest tak wiele gorsza o szybkiej. 

Gdyby nie było tragiczne byłoby śmieszne. Szkoda, że jest tylko żałosne.


Zadziwiające, że w imię interesów kilkunastu przedsiębiorców skupionych wokół PSL, Premier ryzykuje sporą liczbę głosów młodych ludzi. Tych, dzięki którym wygrywał wybory. 

O co więc chodzi? 
Jak nie wiadomo o co chodzi .... 
to wiadomo o co chodzi. Bardzo przygnębiające...
 

piątek, 8 marca 2013

8 marca

Urodziłem się właśnie 8 marca. Do dziś pamiętam rozanielonych kumpli życzących mi na cały głos wszystkiego najlepszego, tak żeby wszyscy słyszeli. Ale to dawne dzieje. Dużo się mówi o szkodliwym wpływie stereotypów na funkcjonowanie kobiet. O nierównej dystrybucji władzy, nierównych zarobkach itp., itd. Cytowane są statystyki, pokazujące lepsze wykształcenie kobiet, ich niższe zarobki, niedostatek w kręgach władzy politycznej i gospodarczej. Obraz jednoznaczny. A jednoznaczność zawsze wydaje mi się nieco podejrzana. Wszak stereotypy nie są przyklejone do płci... Dotykają wszystkich. Może warto zadać pytanie, dlaczego mamy tak duży odsetek młodzieży męskiej wypadającej poza system edukacji? Odpowiedź, że gorzej się uczą jest tyle warta co uzasadnienie niższych zarobków kobiet tym, że one gorzej pracują. Warto zadać sobie pytanie, czy fakt nagminnego wypychania młodych mężczyzn (szczególnie w ubogich rodzinach) do szybkiego zarabiania nie odcina ich od edukacji. Stworzyliśmy sfeminizowany, dopasowany do potrzeb dziewcząt system edukacji, który wypluwa coraz więcej młodych mężczyzn na śmietnik edukacji. Na efekty nie będziemy długo czekać. Bojówki skrajnych młodzieżówek już powstają.  Kibole mają się świetnie. Czas zająć się edukacją chłopców na poważnie. Nie chodzi o to aby przerabiać ich na kobiety. Ale trzeba zastanowić się nad realnymi potrzebami męskiej połowy młodzieży w zakresie edukacji. W edukacji mamy do czynienia z cichą, pełzającą negatywną dyskryminacją chłopców. Ot wyzwanie dla politycznej poprawności....

Po zdobyciu szczytu...

Zginęli alpiniści. Kolejni. Zapewne nie ostatni. Nikt nie może zabronić człowiekowi narażania własnego życia. Ale można nie ułatwiać. Można nie nagłaśniać. Można także potępiać nierozważne decyzje narażające życie głównego aktora i obniżające jakość życia jego bliskich. Można nie sponsorować, nie transmitować, nie relacjonować i nie podziwiać, że jednak niektórym się udaje. Jesteśmy współwinni tej nikomu niepotrzebnej, głupiej do samego dna, tragedii. Kibicowaliśmy, czasem zazdrościliśmy. Życzyliśmy szczęścia.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Limitowane psy i koty

W Bolesławcu obowiązują ograniczenia w liczbie kotów i psów na jednego opiekuna w budynku wielorodzinnym. Rozgorzała dyskusja. Nie podejmuję się analizy prawnej tego ograniczenia. Mam wrażenie, że możliwość realnej egzekucji tego przepisu jest ograniczona. Warto jednak zastanowić się nad ludźmi i zwierzętami. 

Najpierw ludzie. Życie pokazuje, że duża liczba zwierząt towarzyszących nie zawsze idzie w parze ze zdolnością opiekuna do zapewnienia im właściwej opieki oraz kontroli ich zachowania. Dochodzi zatem czasem do sytuacji, gdy duża liczba zwierząt wytwarza oddziaływanie na sąsiedztwo, poprzez emisję zapachu (urzędnicy mówią o substancjach zapachowo czynnych), hałasu oraz zanieczyszczenie okolicznych trawników i chodników. Sąsiedzi mogą więc zgłaszać uzasadnione pretensje. 

Zwierzęta także mogą być pokrzywdzone. Niezamożny, obdarzony "dobrym sercem" opiekun może doprowadzić siebie i swoich podopiecznych do stanu, w którym ewidentnie jakość życia opiekuna i jego zwierząt zostaje obniżona na skutek nadmiernej liczby zwierząt. Nieprawidłowe żywienie, brak środków na opiekę weterynaryjną to przyczyny podstawowe, ale przecież nie jedyne.

Sprawa zatem jest poważna. Powstaje pytanie jak poważnie zaproponować rozwiązanie powstających problemów. Przepis określający limity liczbowe jest równie prosty co nieskuteczny. Łatwo bowiem wskazać liczne przypadki nieodpowiedzialnych, niezapewniających właściwej opieki właścicieli pojedynczych zwierząt, oraz przykłady przeciwne, opiekunów posiadających kilka zadbanych, należycie odżywianych i kontrolowanych psów lub kotów. 

Każde proste rozwiązanie administracyjne daje się łatwo ośmieszyć. Nie tędy droga. Nie potrzebujemy nowych przepisów. Potrzebujemy właściwej egzekucji istniejących (np. tych o ochronie zwierząt). Oraz zainteresowania. Zainteresowania osobami z sąsiedztwa oraz zainteresowania losem ich zwierząt. Osoby, które obecnie nie dają sobie rady ze swoim życiem oraz ze swoimi podopiecznymi nie zmienią się nagle dlatego, że samorząd stworzył nowe przepisy. Opieka społeczna, straż miejska oraz inne służby będą się musiały zająć problemem tak czy siak. Egzekwowanie istniejących przepisów o zachowaniu czystości, ochronie zwierząt, presja społeczna, tworzenie dobrego obyczaju sprawowania opieki nad zwierzętami będą znacznie bardziej skuteczne niż przepisy, które zaskarżyć i ośmieszyć będzie niezwykle łatwo. Tak budujemy zbiorowy brak szacunku dla prawa. A ludziom i zwierzętom pomagamy słabo lub wcale.

sobota, 16 lutego 2013

IV Runda lub wojna pozycyjna

Tak więc błyskawiczna nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt nie udała się. Ministerstwo Rolnictwa ma znaleźć kompromis. Nie jest w pełni jasne na czym kompromis ma polegać. Ponownie z pola uwagi zostają zepchnięte brudne pieniądze. Mówi się o cierpieniu zwierząt i respektowaniu praw mniejszości religijnych. Nie mówi się natomiast o tym, że chodzi o masowy ubój na cele eksportowe do Turcji, Egiptu i Izraela. Tymczasem rozpoczną się manewry charakterystyczne dla wojny pozycyjnej. Małe ruchy, rozłożone w czasie. W tej fazie doświadczona administracja ministerialna oraz stowarzyszona z nią wspólnotą interesów grupa producentów może osiągnąć przewagę na nieco rozproszonymi i impulsywnie działającymi NGO' sami.

czwartek, 17 stycznia 2013

III Runda

No i mamy! Ministerstwo Rolnictwa spełniło obietnicę i przygotowało projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt umożliwiający legalne prowadzenie uśmiercania zwierząt bez uprzedniego pozbawiania świadomości (tzw. ogłuszania). 

Projekt_nowelizacji...

Ale to nie wszystko. Ministerialni spece od prawa, zatroskani negatywnymi skutkami wyroku Trybunału Konstytucyjnego dla gospodarki, państwa oraz rynku pracy postulują, aby sprawę załatwić szybko i cicho. Co to znaczy "cicho"? Ano z pominięciem etapu konsultacji społecznych. Bo po co? Wszyscy już się wypowiedzieli i nie ma co mielić ozorem. Teraz czas na ostateczne załatwienie sprawy.

Cała ta sytuacja to bardzo ciekawy test dla rządu, premiera Tuska oraz naszego społeczeństwa. Czy taki szwindel legislacyjny przejdzie? Jak potężne jest lobby tak śmiało i bezpardonowo walczące o swoje interesy? I wreszcie na koniec. Czy na pewno mniejszościom religijnym ta sprawa pomoże budować wspólnotę z pozostałymi obywatelami naszego Państwa? 

środa, 16 stycznia 2013

Jazda polska

Trwa gorąca debata na temat liczby i celowości ustawiania fotoradarów. Celebryci poczuli się osaczeni i zagrożeni. Tomasz Lis goszcząc ministra Nowaka zniżył się do poziomu (a może wspiął) Moniki Olejnik. A sprawa jest prosta. Trzeba racjonalizować ograniczenia szybkości. Trzeba też usuwać niepotrzebne znaki. Ale przede wszystkim trzeba sprawić aby Polacy jeździli wolniej

Niestety, szybkość zabija.

niedziela, 6 stycznia 2013

Czy debata o nauce ma sens?

Debata powinna mieć się dobrze w demokracji. Prof. Adam Płaźnik napisał list otwarty do Prof. Barbary Kudryckiej. Napisał do Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, napisał także do uczonej. Profesor Kudrycka odpowiedziała. I to mocno. Zabrzmiał ton pouczania. Co ma zrobić czytelnik, który wie mniej od spierających się uczonych? Jaką miarę przyjąć? Do czego się odwołać? Wiem! Ministerstwo uczy nas od lat kilku, że liczą się tylko mierzalne osiągnięcia. Żadne tam uznania, autorytet itp. Trzeba mierzyć uczonych. Toteż mierzymy się nieustannie. Nawet w procesie przyznawania grantów prawie tak samo ważne stało się to, kto projekt pisze, jak i to co w nim zawarł (chodzi o wartość naukową w tym drugim). Mierzymy się przy użyciu różnych wskaźników, a zawrotną karierę robią różne odmiany wskaźników cytowań. Na wykaz czasopism punktowanych społeczność naukowa czeka zawsze z utęsknieniem graniczącym z uzależnieniem. Kto więc ma rację? Profesor Kudrycka czy Prof. Płaźnik? A może zastosować ulubione miary naszego ministerstwa? Może zmierzyć oboje uczonych? Jaką miarą? Ano taką, jaką ministerstwo chce mierzyć naukowców. Popatrzmy na wyniki tego porównania. Narzędzie jakim jest program Publish or Perish nie jest doskonałe. Ale wszak lepsze takie niż żadne. Poniżej wynik tego porównania. Kto ma rację?


Raport z Publish or Perish z dnia 06-01-2013

Barbara Kudrycka
Adam Płaźnik
Papers:31,
Citations:86,
Years:44,
Cites/year:1.95,
Cites/paper:2.77/2.0/2,
Cites/author:78.50,
Papers/author:26.42,
Authors/paper:1.39/1.0/1,
h-index:4,
g-index:7,
hc-index:2,
hI-index:4.00,
hI-norm:4,
AWCR:6.44,
AW-index:2.54,
AWCRpA:5.61,
e-index:5.20,
hm-index:4.00,
Papers:231,
Citations:2531,
Years:36,
Cites/year:70.31,
Cites/paper:10.96/5.0/0,
Cites/author:697.39,
Papers/author:71.62,
Authors/paper:3.73/4.0/4,
h-index:27,
g-index:39,
hc-index:12,
hI-index:6.88,
hI-norm:12,
AWCR:187.99,
AW-index:13.71,
AWCRpA:46.86,
e-index:23.35,
hm-index:14.95,



piątek, 4 stycznia 2013

II Runda

Zgodnie z przewidywaniami, zwolennicy legalizacji uboju rytualnego przystąpili do noworocznej ofensywy. Jej elementem jest wywiad, jakiego udzielił Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, dziennikowi RZECZPOSPOLITA. 

Wywiad Schudricha w RP 


Poniżej kilka wyróżnionych kolorem cytatów z tego wywiadu i moje komentarze.

"Jestem dumny z faktu, że sformułowane 3 tys. lat temu prawo regulujące ubój religijny za cel stawia sobie zmniejszenie cierpienia zwierząt"

I słusznie! Trudno się nie zgodzić. A jednak coś się nie zgadza. Michael Schudrich korzysta ze zdobyczy współczesnej cywilizacji. Nie wygłasza swych poglądów na przydrożnym wzgórku, korzysta z sieci, ma też pewnie telefon komórkowy, komputer (może nawet tablet). Jeśli więc prawdziwe jest zatroskanie religijnych Żydów losem zwierząt, to może także w tej sprawie będą gotowi skorzystać ze współczesnej wiedzy i technologii. Bo ta pozwala na rzeczywiste zminimalizowanie cierpienia uśmiercanych zwierząt. Być może trzy tysiące lat temu zadanie rany ciętej ostrym nożem (zwracam uwagę, że wówczas ostry nóż był szczytowym osiągnięciem techniki) było humanitarne. Dziś znamy lepsze sposoby. 

W dalszej części Schudrich odpowiada na pytanie red. Młockiej: W takim razie jak wygląda ubój u Żydów?

Zajmuje się tym szochet, czyli człowiek specjalnie do tego przeszkolony, posiadający certyfikat, a wraz z nim wiedzę oraz kompetencje. Jego celem jest zabicie zwierzęcia w sposób możliwie najszybszy i sprawiający jak najmniej bólu. Używa do tego specjalnego noża, który nazywa się chalaf. Jego ostrość jest wielokrotnie sprawdzana. Chodzi o to, aby zabicie zwierzęcia było możliwe za pomocą jednego cięcia, szybkiego i ostrego. To powoduje natychmiastową utratę świadomości i sprawia zwierzęciu mniej bólu.

Komentarz jest krótki. Jeśli szochet ma za zadanie sprawić zwierzęciu jak najmniej bólu i cierpienia, to niech poczyta źródła naukowe (o pracy Rosena pisałem wcześniej) i dobierze lepszą technikę uboju niż podrzynanie gardła bez znieczulenia. Przy okazji Schudrich przemyca powtarzaną z uporem  nieprawdziwą informację o tym, że zwierzę natychmiast traci świadomość. Nie traci. Wiadomo z badań z użyciem elektroencefalografów, że jeszcze przez dwie minuty po wykonaniu cięcia mózg dużych kopytnych może wykazywać aktywność właściwą dla stanu czuwania.

Badania naukowe pokazują, że w 5 do 15 proc. przypadków ogłuszanie nie pozbawia zwierzęcia świadomości. A wtedy umiera ono w okrutnych męczarniach. 

Zgadza się. Mamy wiele do zrobienia w sprawie traktowania uśmiercanych zwierząt. Na początek zabrońmy stosowania technologii uboju, która w 100% prowadzi do niczym nie usprawiedliwionego cierpienia. A innymi technikami uśmiercania też trzeba się zająć. Nie ma żadnego istotnego powodu, aby w ramach ogólnej poprawy jakości życia nie poprawić także naszych relacji ze zwierzętami.